Dziś przed południem miałem okazję zwiedzić Areszt Śledczy Warszawa-Grochów na ul. Chłopickiego 71a. Wyprawę tę zorganizowała dr Agnieszka Gutkowska, która na moim Wydziale prowadzi wykład specjalizacyjny z kryminologii.
Około godziny 9 rano zebraliśmy się na pętli Olszynka Grochowska, skąd wybraliśmy się w długą podróż czymś, co od biedy można by nazwać drogą. Po kilkunastu minutach dotarliśmy w końcu do otoczonych solidnym płotem budynków.
Tradycyjnie już, zwiedzając instytucję zamkniętą, zmuszony zostałem wyzbyć się przedmiotów, mogących zaniepokoić strażników i uradować więźniów. Taki sam los spotkał pozostałych uczestników naszej 13-osobowej grupy.
Zaczęliśmy od części żeńskiej: zwiedziliśmy salę widzeń, pokój wychowawcy (stanowiący zarazem małą biblioteczkę), łaźnię, kuchnię, kaplicę oraz pustą i zamieszkaną celę. Chcąc nie chcąc, porównywałem wyposażenie budynku z tym, jakie znajduje się w moim akademiku :) Oczywiście wygrał dom studencki.
Po drodze, rozmawiając z dwoma naszymi przewodnikami, zadawaliśmy wiele pytań, począwszy od standardowych (Czy nie zdarzają się u państwa ucieczki?) przez… mniej standardowe (Czy można zerknąć na kącik sanitarny?). Najbardziej uderzyła mnie rozpiętość wieku osadzonych kobiet: najmłodsza ma 18 lat, najstarsza – 84.
Wkrótce potem przeszliśmy do nowego (wybudowanego rękami grypsujących, jak zapewniał przewodnik) budynku, który zamieszkują aresztanci. Wyglądał bardzo nowocześnie i czysto (kuchnia aż lśniła!) – w celach zamontowano specjalne domofony (do kontaktu ze strażnikami) i drzwi, oddzielające część sanitarną od mieszkalnej (w pierwszym budynku używano do tego celu koca).
Ostatnią część naszej wizyty spędziliśmy na spacerniaku. Był wielkości kilku pokojów akademickich i, jak zapewniała nas koleżanka, która była wcześniej w areszcie na Służewcu, sporo od służewieckiego większy. Na jego ścianach wewnętrznych pełno było rozmaitych wyznań i deklaracji (z nieśmiertelnym (L)EGIA), które natchnęły mnie do porównania tego miejsca do ściany na Facebooku :)





