Parę dni temu na blogu Moje pisanki trafiłem na piękny tekst, w którym nieznany autor (św. Tomasz z Akwinu lub św. Franciszek Salezy – badacze nie są co do tego zgodni) prosi Boga o to, by ofiarował mu dar dobrego przeżywania starości. A ponieważ wszyscy się starzejemy…
wiek
Niedawno skończyłem 40 lat. Kiedy Howard Florey miał tyle, pracował nad produkcją penicyliny na przemysłową skalę. Przed czterdziestką Jonas Salk opracował szczepionkę przeciw chorobie Heinego-Medina. Ja, jak dotąd, nie wymyśliłem nawet głupiego przylepca.
W 40. roku życia Szerpa Tenzig Norgay, jako pierwszy na świecie, stanął wraz z Edmundem Hillary na szczycie Mount Everestu. Cesarz Marek Aureliusz przejął władzę nad imperium rzymskim w 161 roku. Miał wówczas 40 lat. A ja? Nawet nie decyduję o tym, jakie kwiaty rosną w ogródku na tyłach domu, bo ten skrawek ziemi jest własnością spółdzielni mieszkaniowej.
Na poniższy tekst trafiłem u koleżanki z liceum, która na swoim photoblogu popełniła wpis z okazji Dnia Kobiet. Dedykuję go wszystkim paniom.
Zerwawszy przedostatnią kartkę z kalendarza, znalazłem na jej odwrocie, w rubryce Uśmiechnij się, zbiorek przysłów na temat wieku ludzkiego. Nadspodziewanie trafnych.
