Kilka dni temu spędzałem weekend nad morzem i nagle ogarnęło mnie przerażenie. Spostrzegłem, że nic nie robię. Przeczytałem parę stronic książki, popływałem, a potem znalazłem się w pozycji leżącej na łóżku i nie miałem nawet ochoty włączyć telewizora. Zgodnie z nakazami etyki protestanckiej i duchem kapitalizmu poderwałem się, ogarnięty poczuciem winy. Potem powiedziałem sobie, że miałem bardzo nerwowy tydzień i mogę trochę poleniuchować, ale zaraz przyszło mi do głowy, że „leniuchowanie” to bardzo brzydkie słowo, i zacząłem rozpaczliwie szukać uzasadnienia moralnego. Po prostu zapomniałem (ile to już lat temu?), że niedzielny wypoczynek nie jest prawem, ale obowiązkiem.
eco
Wróciłem do regularnego blogowania.
20 czerwca, gdy sesja miała się już ku końcowi, trafiłem na Gronie na ankietę pt. Którą z nieistniejących książek chciałabyś przeczytać?. Pomyślałem sobie, że jak skończą mi się egzaminy, to wykorzystam jej ideę do napisania notki na blogu.
Ustawiłem książki w kolejności alfabetycznej, aby uniknąć sporów o pierwsze miejsca, które pewnie i tak się pojawią :)
Czym są dla mnie książki, opowiedziałem Wam już przy innej okazji. Dziś przytoczę odpowiedź włoskiego filozofa i pisarza, Umberto Eco, której udzielił w formie felietonu- jednego z wielu, składających się na Drugie zapiski na pudełku od zapałek.
