Stanisław Wyspiański- Głowa ŻydaCzytając wczoraj Przy szabasowych świecach – zbiorek żydowskich angedot i dowcipów – trafiłem na ciekawą historię, której głównym bohaterem jest sprytny morosohpus Szajko Fajfer, umiejący rozmawiać z wielkimi jego świata, a w razie potrzeby pokazujący im, gdzie ich miejsce.

Przy świecach szabasowych ubodzy Żydzi galicyjscy często opowiadali sobie, ku pokrzepieniu serc, o niewiarygodnych przygodach mędrca cesarsko-królewskich gościńców, legendarnego sowizdrzała Szajki Fajfera.

Pewnego dnia Szajko, krocząc gościńcem gdzieś blisko Wiednia w swoim starym, wystrzępionym chałacie, miał spotkać cesarza. Dobrotliwy monarcha jechał podobno na białym koniu w mundurze kapiącym od złota, a obok niego dwóch groźnych generałów. Władca na widok Szajki osadził w miejscu rumaka i pyta:

– Powiedz no, przyjacielu, dlaczego nie przygotowałeś pięciu na siedem?
– Wasza Cesarska Mość! – odpowiedział Szajko. – Moich dziesięć nie starczy dla moich trzydziestu dwóch.
– A ile razy się spaliłeś? – pyta znów cesarz.
– Spaliłem się już dwa razy, a wkrótce spalę się po raz trzeci.
– Dobrze – powiada cesarz. – Przyślę ci dwa koguty. Ty je oskub.
– Wasza Cesarska Mość! – raduje się sowizdrzał. – Ja je oskubię nie jeden raz, tylko dwa razy!

Po pewnym czasie generałowie ośmielili się spytać monarchę o sens usłyszanych słów.
– Jak to? – oburzył się cesarz. – Ten stary Żyd dobrze mnie zrozumiał, a wy, do stu piorunów, głupsi jesteście od niego? Macie zastanowić się i jutro rano powiedzieć mi, jaki był sens naszej rozmowy, a nie, to na cztery wiatry przepędzę!

Generałowie ruszyli w pogoń za Żydem, który, nie śpiesząc się, nadal kuśtykał gościńcem. Doścignęli go i pytają:
– Słuchaj no, Żydku, o czym rozmawiałeś z Jego Majestatem?
– Nie mogę wam powiedzieć – zaklina się Szajko. – To sprawa poufna… Ale jeśli dacie sto dukatów, to wam tę tajemnicę zdradzę.
Po chwili sto złotych monet wpadło do sakiewki Fajfera.
– Więc posłuchajcie: cesarz raczył mnie spytać, dlaczego w ciągu pięciu ciepłych miesięcy nie przygotowałem się do siedmiu zimnych. Odpowiedziałem na to, że moich dziesięć palców nie starczy na wyżywienie moich trzydziestu dwóch zębów. Potem cesarz jeszcze raz raczył spytać, ile razy się już spaliłem – to znaczy, ile córek wydałem za mąż. Albowiem wiedzcie, że w takich razach Żyd wyzbywa się prawie całego majątku. Odpowiedziałem, że dwie córki zdążyłem już wydać, a trzecia stanie wkrótce pod ślubnym baldachimem.
– Czy wszystko nam powiedziałeś?
– Wszystko.
– No, a te koguty?
– E, to tylko takie pożegnanie.

Generałowie wrócili do monarchy i przekazali mu treść tej rozmowy.
– Dobrze – powiada cesarz. – A jak tam koguty?
Milczenie.
– Do jutra czekam na odpowiedź, a nie, to pożegnajcie się z waszymi lampasami i złotymi kutasami!

Generałowie znów puścili się w pogoń za Żydem. Dopadli go już w pobliżu rogatek miasta.
Znowu sto złotych monet wpadło do sakiewki Fajfera.
– Czy to tak trudno odgadnąć? – zaśmiał się Szajko. – Tymi dwoma kogutami jesteście wy sami, wielmożni panowie generałowie, a oskubałem was nie jeden raz, tylko dwa razy!

Horacy Safrin, Przy szabasowych świecach. Wydawnictwo Łódzkie.

Podziel się tekstem
  • Print
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Twitter
  • RSS
  • Wykop