Nie gram zbyt wiele w gry komputerowe. Ostatnim tytułem, jaki zagościł na moim twardym dysku, był Heroes of Might and Magic IV, wydany dobre 8 lat temu. Nic zatem dziwnego, że i u siebie na blogu o grach nie piszę. Ale ostatnio dowiedziałem się o czymś, co jest warte notki: znów pokazał się Duke Nukem Forever.
Dla niezorientowanych: głównym bohaterem strzelanki jest Duke Nukem, korzystający z potężnego arsenału broni dla obrony Ziemi przed rozmaitymi zagrożeniami. Mniejsza zresztą o fabułę: DKF jest znana dlatego, że uchodzi za grę-widmo. Pierwsze jej zapowiedzi pojawiły się jeszcze w 1997 roku. 13 lat dla branży komputerowej równa się niemal eonom…
W 2004 roku kupowałem przez jakiś czas Play PC, wydawany przez Axel Springer miesięcznik poświęcony grom na pecety. W jednym z numerów znalazł się ciekawy artykuł Najdłuższe podróże, opisujący tytuły, na które gracze czekają już od dłuższego czasu. Na liście znalazł się między innymi World of Warcraft (czas oczekiwania: 4 lata), Half-Life 2 (czas oczekiwania: 6 lat) oraz Duke Nukem Forever (7 lat).
Autor tak opisywał ostatnią pozycję:
Kiedy wyjdzie: Nie: kiedy, tylko: czy. I nie, nie wyjdzie. Nad sympatycznym Strong Manem unosi się już klątwa nieudolnych twórców. Oni zepsują wszystko. Gra nigdy nie powstanie, choć ostatnio mówi się o 2005 roku (…) Przyrzekam uroczyście, że kupię DNF-a każdemu członkowi redakcji PLAY-a. Nie dlatego, że jestem fajny, ale po prostu jest pewne, że nie będę musiał.
Ostatnie wieści wskazują na to, że za rok pana redaktora czekają spore wydatki :)





