15 wrz 2009, 15:39
Kartkując niedawno książkę Cyrila Northcote’a Parkinsona Prawo Parkinsona albo w pogoni za postępem zwróciłem uwagę na rozdział PLANY I BUDOWLE albo gmach administracyjny. Autor udowadnia w nim, że upadek rozmaitych instytucji niemal zawsze łączy się ze staraniem o udoskonalanie ich siedzib. Od razu przypomniałem sobie o nowej centrali ZUS-u i nowej siedzibie TVP…
Przypadkowemu turyście, przejętemu nabożną czcią przed Bazyliką Świętego Piotra w Rzymie, musi się wydawać, że Bazylika i Watykan tworzyły idealną oprawę dla władzy papieskiej u samego szczytu jej prestiżu i potęgi. Tutaj – rozmyśla turysta – musiał Innocenty III rzucać swe grzmiące klątwy. Tutaj musiał Grzegorz VII układać prawa. Ale rzut oka do przewodnika przekona turystę, że naprawdę potężni papieże panowali na długo przedtem, zanim wzniesiono obecną kopułę, a nierzadko panowali gdzie indziej. Więcej jeszcze, późniejsi papieże utracili połowę swego autorytetu, gdy prace nad budową jeszcze trwały. Juliusz II, który zadecydował o podjęciu budowy, i Leon X, który zaaprobował szkic Rafaela, zmarli na długo przedtem, zanim budowle przybrały obecny kształt. Pałac Bramantego był budowany aż do r. 1656, wielki kościół został poświęcony dopiero w r. 1626, a plac kolumnowy ukończony w r. 1667. Wielkie dni papiestwa minęły, zanim jeszcze w ogóle zaprojektowano tę wspaniałą siedzibę. W okresie jej ukończenia już o nich niemal zapomniano.
Łatwo można udowodnić, że to następstwo wydarzeń wcale nie jest wyjątkowe. Taką właśnie kolejność możemy dostrzec w historii Ligi Narodów. Koncentrowały się wokół niej wielkie nadzieje od jej zaczątków w r. 1920 aż do roku mniej więcej 1930. Najpóźniej około r. 1933 okazało się, że eksperyment się nie udał. Jednakże fizyczne ucieleśnienie Ligi, Pałac Narodów, otwarto dopiero w r. 1937. Była to z pewnością budowla godna podziwu. Głęboka myśl ożywiała plany budowy (…) Było tam wszystko, na co stać ludzką pomysłowość, z wyjątkiem, rzecz jasna, samej Ligi. W roku, w którym Pałac oficjalnie otwarto, Liga właściwie przestała istnieć.
Można by zauważyć, że Pałac Wersalski jest dowodem czegoś zupełnie przeciwnego – architektonicznym wcieleniem monarchii Ludwika XIV u jej szczytu. Ale tu znowu fakty zaprzeczają teorii. Bo chociaż Wersal może uosabiać triumfalnego ducha epoki, to przecież ukończono go już pod koniec panowania, a częściowo nawet za następnego króla. Gmach Wersalu powstał w przeważnej części pomiędzy rokiem 1669 a 1685. Król przeprowadził się tam dopiero w 4. 1682, a nawet wtedy prace jeszcze trwały. Słynna królewska sypialnia była nie zamieszkana aż do r. 1701, a kaplicę ukończono dopiero w dziewięć lat później. Nie wcześniej niż w r. 1756 zaczęto dopiero Wersal uważać raczej za siedzibę rządu niż za królewską rezydencję. Z drugiej strony, istotne triumfy Ludwika XIV miały miejsce przeważnie przed r. 1679, szczyt swej kariery osiągnął król w r. 1682, a około 1685 jego potęga zaczęła upadać.
Według słów jednego z historyków, Ludwik, przenosząc się do Wersalu, pieczętował już kres swego losu i życia. Inny powiada o Wersalu, że całość… ukończona została właśnie wtedy, gdy rozpoczął się upadek potęgi Ludwika. Trzeci milcząco popiera tę teorię, opisując okres 1685-1713 jako lata upadku. Innymi słowy, turysta sądzący, że Wersal był miejscem, z którego Turenne wyruszał ku zwycięstwom, myli się zasadniczo. Bardziej poprawne historycznie byłoby wyobrażenie sobie, jak bardzo zakłopotani musieli być w tych murach ci, którzy przybyli z wieściami o klęsce pod Blenheim. W pałacu, błyszczącym emblematami zwycięstw, nie bardzo zapewne wiedzieli, w którą stronę patrzeć. (…)
Ale żaden inny (…) przykład nie może dorównać znaczeniu historii z New Delhi. Nigdzie indziej nie powierzono brytyjskim architektom zaprojektowania tak wielkiej stolicy jako siedziby rządu tak ogromnie licznej ludności. Zamiar wybrania na stolicę New Delhi ogłoszono w czasie Imperial Durbar w r. 1911, wówczas, kiedy król Jerzy V był następcą Mogoła na tak zwanym Pawim Tronie. Wtedy sir Edward Lutyens zaczął projektować plany brytyjskiego Wersalu, wspaniałego w koncepcji, rozległego w szczegółach, mistrzowskiego w rysunku i potężnego w skali. Jednakże etapy postępu robót nad jego wykończeniem odpowiadają licznym stadiom załamywania się polityki.
Ustawa o utworzeniu rządu Indii z r. 1909 stanowiła preludium do wszystkiego, co nastąpiło: zamachu na życie wicekróla w r. 1912, deklaracji z r. 1917, raportu Montagu-Chelmsford z r. 1918 i jego urzeczywistnienia w r. 1920. Lord Irwin rzeczywiście wprowadził się do swego nowego pałacu w r. 1929, w roku, w którym otwarto Konferencję Okrągłego Stołu i na rok przed rozpoczęciem się kampanii biernego oporu wobec władz brytyjskich. Można by – choć byłoby to undne – prześledzić całą tę historię aż do dnia, w którym Brytyjczycy wreszcie się wycofali, i wykazać, jak każda faza odwrotu dokładnie pokrywała się z z nowym triumfem budowlanym. To, co w końcu powstało, było ni mniej, ni więcej, tylko mauzoleum. (…)








15 wrz 2009 o 16:10
mi na myśl przychodzi UE ze swymi pałacami w Strasbourgu i Brukseli
tylko czekać az idea wielkiej eropy odzieli idee wielkiego państwa robotników i chłopów
17 wrz 2009 o 14:06
Monumentalizm jest nieodłącznym atrybutem lub elementem wyróżniającym władcę, pana, bogacza… od zarania dziejów, tzn. odkąd człowiek zaczął myśleć (bo jak nie myślał, to… nie myślał i nic nie robił ;) ).
Kierując się zasadą marchewki i kija, Pan na osiołkami sterował, separując możnych od plebsu, budując monumentalne budowle, dające podwładnym gdzie jest granica i kto może przebywać w takich miejscach.
Tak jest i teraz. Każdy z nas, gdy się nowobogaci, próbuje się odseparować od przeszłości, przeważnie gorszej od doczesnego życia, budując większe, kupując lepsze.
Nigdy nie było i nigdy nie będzie równości społecznej. Tu nasuwa się kolejna zasadą „kij ma zawsze dwa końce” zawsze jest lepsze i gorsze, więcej i mniej, i tak dalej.
To był komentarz tego co ma mniej… hehe, pozdrawiam,