An international group of scientists are aiming to create a simulator that can replicate everything happening on Earth – from global weather patterns and the spread of diseases to international financial transactions or congestion on Milton Keynes’ roads.

Za stworzeniem LES-a stoi Szwajcar Dirk Helbing, szefujący projektowi o nazwie FuturICT. Jak narodził się tak ambitny pomysł? Do jakich celów będzie można wykorzystywać symulator? I najważniejsze – jaka będzie jego dokładność?

SeoPilot.pl
wakacje
Porównaj oferty 120 biur podróży. Gwarancja Najniższej Ceny.
wspolnewakacje.pl

Symulator Wszechświata ("All-Star Superman" Granta Morrisona i Franka Quitely)

Symulator Wszechświata ('All-Star Superman' Granta Morrisona i Franka Quitely)

Można przyjąć, że wszystko zaczęło się raptem 2 lata temu, w czasie trwania spotkania o nazwie OECD Global Science Forum on Applications of Complexity Science for Public Policy. Właśnie tam dało się słyszeć pierwsze głosy, domagające się stworzenia instrumentu, który pozwoliłby na badanie zagadnień związanych z technologią, ekonomią, środowiskiem naturalnym i społeczeństwem, a wielkością i złożonością dorównywałby takim inicjatywom jak Manhattan Project, program Apollo czy CERN.

Instrument nazwano roboczo akceleratorem wiedzy (knowledge accelerator); całemu zagadnieniu nadano formę tzw. inicjatywy flagowej (projektu na dużą skalę, zmierzającego do zaangażowania jak najszerszego spektrum podmiotów) Komisji Europejskiej. Tak powstał FuturICT.

Ustalono, że celem projektu będzie realizacja trzech nader ambitnych przedsięwzięć:

  • wspomniany już Living Earth Simulator,
  • Crisis Observatories (monitorujący sytuację w szerokim zakresie – od kryzysów finansowych po epidemie),
  • Innovation Accelerator (wspieranie innowacji).

LES jest oczywiście najlepiej rozpoznawalny przez media i to on zapewne pochłonie większość miliarda euro, jaki Komisja Europejska planuje przyznać do 2022 roku na te konkretne projekty. Jak wydane będą te pieniądze?

Data, data, data, I cannot make bricks without clay.

Symulator będzie „karmiony” danymi z ponad 70 źródeł (większość jest dostępna online), jakie podwładni doktora Helbinga wskazali jako kluczowe dla poprawnego działania LES-a: będzie to m.in. Wikipedia, Google Maps i Planetary Skin (projekt NASA, zbierający dane nt. klimatu Ziemi). Problem w tym, że technologia, która pozwoli na użyteczne przetwarzanie wszystkich zebranych informacji… jeszcze nie istnieje.

Obecnie komputery nie są w stanie odróżnić od siebie danych na temat zanieczyszczenia powietrza i tych dotyczących transakcji finansowych w danym kraju – jedno i drugie to cała masa liczb. Członkowie projektu liczą na to, że rozwój sieci semantycznych pozwoli na umieszczenie każdej informacji w niezbędnym kontekście.

Co z infrastrukturą techniczną? Dr Helbing nie widzi żadnych problemów z nią związanych:

This capability is coming whether we like it or not. Clearly, the computing infrastructure of the near future will be increasingly capable of such a task.

Jak będzie wykorzystywany Living Earth Simulator? Plany są naprawdę ambitne: zapobieganie kryzysom finansowym, śledzenie rozprzestrzeniania się chorób epidemicznych, obserwacja regionalnych konfliktów zbrojnych, badanie wpływu zachowań człowieka na klimat… Serwis internetowy Technology Review wspomina nawet o gabinetach dowodzenia (situation room), w których najważniejsi politycy świata będą w stanie obserwować nadciągające problemy i od razu podejmować środki zaradcze.

I najważniejsze pytanie: jaka będzie dokładność tej symulacji? Wystarczająco trudne będzie ukazywanie stanu bieżącego, ale twórcom LES-a marzy się także przewidywanie przyszłości (w formie podobnej do dzisiejszych prognoz pogody). Ze względu na to, że dane mają być wyprane ze wszystkiego, co pozwoli przypisać konkretne działanie określonej osobie, niczyja prywatność nie będzie zagrożona – o te kwestie mają dbać członkowie specjalnego komitetu. LES nie odbierze zatem pieniędzy żadnemu jasnowidzowi czy wróżce.

Co mówią sceptycy? Ich zdaniem samo zgromadzenie większej niż zwykle ilości danych to za mało, by mówić o przełomie. Nie chodzi o to, że nie wiemy dość o problemach, z jakimi zmaga się świat, począwszy od zmian klimatu, a skończywszy na biedzie; chodzi o to, że jak już się czegoś dowiemy, nie podejmujemy w związku z tym żadnych działań – mówi w wywiadzie dla BBC Pete Warden, specjalista od analizy danych.

Przypomina mi się w tym momencie opowiadanie Sezam Stanisława Lema. Poświęcone jest ono komputerowi nowej generacji, który potrafi pracować na bardzo dużych zbiorach danych; młody badacz postanawia wykorzystać go do stworzenia lekarstwa na raka. Próba kończy się fiaskiem – dlaczego?

Z elektromózgu nie można wyciągnąć więcej informacji, niżeśmy weń włożyli. Jakkolwiek wygląda to paradoksalnie, to zadając Sezamowi pytanie podajemy mu tyle informacji, że zawierają już one odpowiedź na to pytanie, tyle, że ta odpowiedź jest przed nami ukryta w gąszczu materiału informacyjnego, a on ją tylko z niezmierną szybkością wydobywa i podaje w jasnej i prostej formie. Naturalnie dzieje się to zupełnie inaczej niż na przykład w maszynie, która z rudy wydobywa czysty metal, ale chodzi o zasadę. Sezam dysponuje tylko taką wiedzą, jakąśmy w niego poprzednio włożyli. I to jest wszystko.

Jak będzie tym razem? Przekonamy się już za 10. lat. Chyba że ktoś inny zrobi to wcześniej. Zastanawialiście się na przykład, ile znaczeń kryje w sobie nazwa Google Earth?

Źródła:

Podziel się tekstem
  • Print
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Twitter
  • RSS
  • Wykop