Christy, której komentarze pojawiają się tu ostatnio coraz częściej, spytała mnie o ważną rzecz:
Kim jesteś? Młodym człowiekiem, który stoi podczas gdy inni bigną? A może jesteś tym wymarłym gatunkiem ludzi z tzw. spójnością myśli, słów i czynów? Masz zaledwie 18 lat a myślisz kategoriami człowieka dojrzałego. Traktujesz o zagadnieniach immanentnie wpisanych w kulturę, alę kulturę elitarną, nie tą masową- banalną… Dlaczego podejmujesz trud wysiłku intelektualnego? Dlaczego i w imię czego? Dlaczego nie karmisz nas blogową papką- czyli dziennikiem zwykłego dnia?
Mam problem z odpowiedzią. Chcę, by była szczera, a zarazem pozbawiona banału czy sztuczności. Ciężko nie otrzeć się o szablon, mówiąc dziś o pojęciach i postawach, których rodowód sięga starożytności. Mimo to- spróbuję.
Pierwszym krokiem na mojej, wiodącej ku dzisiejszemu „ja” drodze, była nauka czytania. Od 7 roku życia większość czasu spędzam, czytając książki, czasopisma, ulotki, w skrajnych przypadkach składniki batonu. Komiksy, telewizja, a potem internet (pojmowany tylko jako przestrzeń do zabawy)- były na drugim miejscu. Taka hierarchia uodporniła mnie na to, co Christy nazwała „papką” (związaną nie tylko z blogami) i skłania do nieustannego intelektualnego wysiłku.
Naturalnym jest, że po zdobyciu pewnej wiedzy człowiek zaczyna pragnąć pochwalić się nią innym. Możliwe jest to na dwa sposoby: taki, który oświetla przedstawiającego i taki, który oświetla przedstawiane. Poszedłem trzecią drogą. Blog pozwolił na takie opisanie wielu ciekawych i ważnych spraw, które nie usuwa autora całkiem w cień, nawet jeśli, jak ja, decyduje się tylko na kilka słów własnego komentarza, pozwalając „świecić” właściwej treści.
Drugim krokiem była chęć podzielenia się moją rozległą wiedzą z innymi: szukałem słuchaczy i tych, którzy chcieliby ze mną dyskutować oraz dzielić się swoją wiedzą. Początkowo robiłem to bez ładu i składu, mówiąc ludziom o sprawach kompletnie ich nieinteresujących. W liceum zmieniłem swoje postępowanie; starannie wybierałem słuchaczy i rozważałem, co może wywołać w nich zaciekawienie i chęć dyskusji. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że znalazłem co najmniej jedną taką osobę. Z tego, co o niej wiem, wnioskuję, że zajdzie daleko i zrobi wiele dobrego.
Trzecim krokiem był nawrót patriotyzmu i religijności: zacząłem patrzeć na niektóre sprawy pod kątem ich użyteczności dla Polski i zgodności z wolą Boga. Za zgodne z tymi dwoma kryteriami uznałem poszerzanie własnej wiedzy i jej wykorzystanie dla dobra ludzi. Doprowadziło mnie to niedawno do koncepcji patriotyzmu 2.0; wymaga ona jednak pewnych modyfikacji, dlatego wspominam o niej tylko pro forma (w wolnej chwili postaram się nią lepiej zająć).
Wiem, że na tych trzech krokach nie skończy się moja droga. Najbliższym, czwartym będzie egzamin maturalny, który pozwoli mi dostać się na wybraną uczelnię i tam kontynuować to, co zacząłem wiele lat temu nad elementarzem.
Podsumowując: jestem owocem lektur, chęci dzielenia się wiedzą, patriotyzmu i religijności. Może się mylę, ale sądzę, że właśnie te cztery elementy zadecydują o przyszłości Polski. Oczywiście lektury muszą być mądre, chęć szczera, patriotyzm mądry, a wiara pozbawiona fanatyzmu.
Teraz oddaję głos Wam.





