Dzisiejsza część poświęcona będzie serialowi, którego wiele osób nie waha się nazywać kultowym; przeznaczonemu dla dorosłych, a oglądanemu najchętniej przez nastolatków; krótko mówiąc- Włatcom Móch.
Odcinek 36 (Szczypionka dla Frycka) rozpoczyna się dość ponuro: od Marsza żałobnego (Marsza żałobnego c-moll) Fryderyka Szopena, pochodzącego z Sonaty b-moll op. 35.
Sonata (…) charakterze monumentalnego dramatu, powstawała etapami. Najpierw skomponował Chopin Marsz żałobny. Na jego rękopisie widnieje data 28 listopada 1837 roku, co oznacza, że powstał w wigilię rocznicy wybuchu Powstania Listopadowego. Całość Sonaty została ukończona w 1839 roku. Poszczególne części nawiązują do gatunków typowych dla epoki romantyzmu: pierwsza jest bliska balladzie, druga – scherzu, trzecia to marsz żałobny, a czwarta ma charakter etiudy. Marsz żałobny o charakterze tragicznym, czy wręcz katastroficznym, stanowi punkt kulminacyjny sonaty, stąd też cały utwór często bywa nazywany Sonate funèbre. (culture.pl)
Nic więc dziwnego, że utwór wywołuje alergiczną reakcję klasy: tylko Czesio, mieszkaniec cmentarza, wyraża swoje zadowolenie i prosi Higienistkę o napisanie mu nutów (wesołych, Szopinowych), by mógł je wygrywać na swoich cymbałkach.
W drodze do domu Czesio pluje śliną: kamera wykonuje zbliżenie, dzięki czemu w jednej z kropel możemy dostrzec prątek gruźlicy, wygrywający na fortepianie Etiudę Rewolucyjną (Etiuda „Rewolucyjna” c-moll op. 10 nr 12).
Etiuda „Rewolucyjna” powstała na wieść o stłumieniu powstania listopadowego przez oddziały rosyjskie. W zamierzeniu kompozytora miała być ćwiczeniem fortepianowym na lewą rękę. We wszystkich 12 etiudach op. 10 zaznacza się bardzo wyraźny wpływ skrzypka Niccolo Paganiniego i pianisty Ferenca Liszta. Całość została zadedykowana temu ostatniemu. O etiudach Chopina mawiano, że nie sprosta im ani muzyk bez wirtuozerii, ani niemuzykalny wirtuoz. I rzeczywiście, Etiuda „Rewolucyjna” wymaga od pianisty mistrzowskiego opanowania instrumentu. Ani na chwilę jednak technika nie przesłania nurtu muzyki. Ponad porywczą partią na lewą rękę emocje i melodia unoszą się jak śmiałek, który drwiąc z burzy ślizga się na falach. (strona Sebastiana Binieka)
Warto dodać, że nazwa „Rewolucyjna” nie pochodzi od Szopena: kompozytor nigdy nie opatrywał swoich utworów nazwami programowymi.






Pingback: Klasyka wśród nas – część 17: Snowbody Loves Me | Blog Adama Klimowskiego