Zmarły we wrześniu 2004 krytyk filmowy, Zygmunt Kałużyński, przez wszystkie lata, w czasie których zajmował się filmem, gromadził także teksty, mające niewiele wspólnego z jego zawodem, niemniej bardzo interesujące. Wiele z nich zamieścił w swojej książce Do czytania pod prysznicem, mieszając je z własnymi przemyśleniami na różne tematy. Oto fragment wypowiedzi, poświęconej ubiorowi.
budynki na sprzedaż
Najnowsze oferty nieruchomości Największa baza ofert w Polsce. Projekty Domów.
homer.pl
(…) terror wyglądu znacznie zmalał. Niegdyś był dotkliwy. Rozumiem tego studenta z genialnego Obłomowa Gonczarowa, który popełnił samobójstwo, bo znudziło mu się sznurować i rozsznurowywać trzewiki. A była to robota: czytam w The Clothes Lawrence’a Langnera, że ubiór męski pod koniec XIX wieku wymagał zapięcia około pięćdziesięciu guzików oraz około piętnastu haftek przy kamaszach. Natomiast moim ideałem jest ów staruszek z kraju Jakutów, który włożył na siebie dwa futra, po czym opasał się parokrotnie drutem, który energicznie zakręcił na końcach. Zapytany wyjaśnił: A ja już wziąłem zakutałem się na zimę. Szczęśliwy ten człowiek nie zajmował się strojem od listopada do maja, wtedy dopiero brał obcęgi i przecinał druty, zapewne ze smutnym westchnieniem, i może nawet tak źle nie wyglądał, zważywszy na futra. Moim marzeniem również jest ubiór, w który można by rano wskoczyć i wieczorem z niego wyskoczyć w trzy sekundy, bez potrzeby czyszczenia go, cerowania i uzupełniania. Ciekawe, że pomimo fantastycznego postępu do tego jeszcze daleko i nie wiadomo czy w ogóle dojdzie. Langner pisze, że technika nowoczesna nie wniosła prawie nic do kostiumologii: na przykład buty wyrabia się dziś na tej samej zasadzie co w XV wieku, a buciki w rodzaju adidasów znane były już w armii rzymskiej, tyle że z innych materiałów.Gdy zaś ogląda się stroje w filmowych przyszłościowych science fiction, wydają się nawet bardziej skomplikowane niż współczesne.





