Dziś opowiem Wam pewną bajkę, na którą natknąłem się w czasie szukania materiałów do pewnego artykułu. Opowiada ona o tym, jak ciężko dogodzić człowiekowi i uświadamia nam, że trzeba być zadowolonym ze swojego miejsca w świecie.

SeoPilot.pl
kasa przez internet
Program Partnerski mBanku. Zainstaluj na niej nasze reklamy.
n-kasa.pl

Bajka o kamieniarzu-marzycielu

Żył sobie raz kamieniarz, któremu sprzykrzyła się żmudna praca przy wycinaniu bloków skalnych z granitowej góry. Pracował ciężko w bezlitosnych, palących promieniach słońca.

– Jakie to męczące ciąć kamień, a do tego jeszcze ten palący żar! Jakbym chciał się znaleźć na miejscu Słońca, być władcą wysoko na niebie – mówił do siebie kamieniarz.

W cudowny sposób jego prośba została spełniona. Kamieniarz pewnego dnia zamienił się w słońce. Zadowolony posyłał na ziemię promienie, szybko jednak spostrzegł, że odbijają się one od chmur.

– Cóż z tego, że jestem wszechmocnym słońcem, skoro chmury przesłaniają moje promienie? – żalił się. – Gdybym był chmurą, mógłbym odsłaniać słońce tam, gdzie chcę, mógłbym ofiarowywać deszcz tym, którym wybiorę.

I znów, cudownym zrządzeniem, przemienił się w chmurę. Teraz płynął swobodnie po niebie, zsyłał deszcze, rozdzielał promienie. W końcu jednak rozwiał go wiatr.

– Więc wiatr potrafi rozpędzać chmury – zauważył mężczyzna. – Znaczy to, że wiatr musi być najsilniejszy. W takim razie, skoro chcę być największym mocarzem, muszę zamienić się w wiatr – postanowił.

I za chwilę rzeczywiście stał się wiatrem. Od tej chwili bez ustanku wiał, dął i szalał. W końcu pewnego dnia wysoka i mocna ściana stanęła mu na drodze. Nie dał jej rady. Okazało się, że to góra.

– Po co być wiatrem, jeśli góra może mnie powstrzymać? – zasmucił się.

Zamienił się więc w górę. Poczuł jednak, że ktoś uderza w niego kilofem i jakiś siłacz drąży w nim korytarz.

Był to kamieniarz.

Podziel się tekstem
  • Print
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Twitter
  • RSS
  • Wykop