Homo viator- to człowiek, pojmowany przede wszystkim jako podróżnik. Jego życie jest wędrówką, któej celu nie zawsze się domyśla. Mimo to podróżuje, ponieważ wie, że jest to lepsze od bezruchu i bierności (vide Wędrówką jedną życie jest człowieka Stachury).
Dziś może on nie tylko (dzięki rozwojowi środków transportu) przemierzać Ziemię, ale także (dzięki środkom masowego przekazu) podróżować po świecie informacji. Szczególną rolę odgrywa tutaj internet, ponieważ pozwala on na poznanie nieograniczone ramówką czy decyzją redaktora naczelnego. Dobrze opisał to w artykule Gutenberg odwiedza Google Edwin Bendyk.
Dziś jednak coraz więcej osób rozpoczyna dzień inaczej. Najpierw trzeba włączyć komputer. Po pierwsze, poczta elektroniczna (…) Potem wizyta na Gadu-Gadu czy innym komunikatorze, by powiedzieć dzień dobry bratnim duszom (…) Dalej przegląd interesujących forów dyskusyjnych. Jeśli ktoś prowadzi blog, zajrzy i tam, by sprawdzić, czy nie ma komentarzy od internautów (…) Siadający do komputera internauta to nomada, Tezeusz zapuszczający się za każdym razem w nowy labirynt, konstruujący własną, unikatową ścieżkę (…)
Co zatem współczesny homo viator robi w internecie? Kilka odpowiedzi nasuwa się od razu: szuka informacji potrzebnych w szkole, pracy, życiu codziennym; robi interesy; ogląda filmy, czyta opowiadania, ściąga pliki… to wszystko prawda. Ale jako nowoczesny Tezeusz robi to, co wszyscy ludzie wypuszczający się w daleką podróż: szuka towarzysza podróży.
Czyni w ten sposób bardzo rozsądnie, bo życie to najcięższa wędrówka: każda, prędzej czy później, kończy się śmiercią. A ponieważ wszyscy pomrzemy, można uznać za wędrowców nas wszystkich. Czynię to zastrzeżenie, by móc potem wysnuć określone wnioski.
A zatem: szukamy towarzysza podróży. Po co to robimy?
-
aby móc porozmawiać- o, tak, to bardzo ważne. Ważne, by mieć przy sobie kogoś, kto zechce nas wysłuchać, gdy potrzebujemy opowiedzieć o swoich sukcesach, porażkach, czymkolwiek. Powstrzymywanie się od zwierzeń może skutkować- w ostateczności- chorobą. Magdalena Budziszewska w artykule Opowiedz mi swoją historię stwierdza:
Udało się jednak wykazać, że osoby, które nigdy nie opowiedziały nikomu o jakimś niezwykle ważnym elemencie swojego życia, np. nagłej śmierci bliskiej osoby lub poważnym przestępstwie, jakiego dopuścili się w młodości, charakteryzuje wyższe ryzyko zapadnięcia na poważne choroby i mniejsza odporność całego organizmu. To tak, jakby powstrzymywanie się od mówienia pożerało jakąś wewnętrzną energię.
Nie zawsze musi to być rozmowa. Niektórzy potrzebują tylko o czymś opowiedzieć. Takim ludziom z pomocą przychodzi Stowarzyszenie Vox Humana. Około 40 wolontariuszy zajmuje się wysłuchiwaniem ludzkich zwierzeń. Można ich spotkać w kawiarniach, szpitalach, na dworcach… wszędzie, gdzie ludzie potrzebują tych, którzy mają uszy i słuchają. Aktualne informacje można znaleźć na stronie Stowarzyszenia lub skontaktować się bezpośrednio z dr Aldoną Gawecką- pomysłodawczynią akcji „Wysłuchuję zwierzeń” (możesz o niej poczytać w Cogito lub Polityce).
-
do podzielenia się sobą samym- nie od dziś wiadomo, że lepiej jest dawać, niż brać. W czasach internetu stwierdzenie to nabiera szczególnego znaczenia. To medium, jak żadne inne, umożliwiło ludziom pokazanie siebie, swoich dokonań, zaprezentowanie swojej wiedzy i doświadczenia. Jedni korzystają z tego w sposób mądry (np. zakładają blogi, na których dzielą się wiedzą z początkującymi i mniej zaawansowanymi, zakładają profile w serwisach, które umożliwiają ich rozwój- GoldenLine.pl, Jobpilot.pl, dodają i wykopują wartościowe linki na Wykopie czy Diggu), a inni głupi- to ci zakładają ekshibicjonistyczne blogaski, z których dowiadujemy się zarazem wszystkiego i niczego o autor(k)ach i tworzą kółka wzajemnej adoracji (których celem jest najczęściej wymiana komci (więcej o takich w artykule Pawła Lipca Najlepszy blog(asek) na onet.pl). Tutaj szczególnie jest ważna cnota umiarkowania.
- do snucia opowieści- w ostatnich latach ta właśnie potrzeba zwróciła uwagę psychologów, w tym jednego ze słynniejszych, Jerome’a Brunnera:
W ciągu ostatnich lat śledziłem inny rodzaj myślenia, całkowicie różny w formie od rozumowania: myślenie oddające się konstruowaniu nie logicznych lub indukcyjnych argumentów, ale opowiadań lub narracji.
Zastanawialiście się kiedyś, czemu taką popularnością cieszą się utwory literackie czy filmy, zbudowane na znanym schemacie, na przykład historii Kopciuszka? To już widzieliśmy- mówimy sobie, ale oglądamy jeszcze raz. Okazuje się, że w ten sposób utwierdzamy się w przekonaniu, że świat jest stabilny i przewidywalny. Dlatego też małe dzieci potrafią kilka razy słuchać tej samej bajki- i nie nudzi im się.
Opowieść jest też wspaniałym sposobem na zabicie czasu- dlatego pewien XIV-wieczny Włoch kazał 7 paniom i 3 panom zebrać się nieopodal Florencji i opowiedzieć 100 historii z życia wziętych.
Także dziś ludzie chcą snuć opowieści- dowodem tego niezliczone fanfiki i opowiadania publikowane w internecie.
-
do obrony przed złem tego świata- tutaj otwiera się pole do nadużyć. Przykładem niech będą ww. blogaski- osoby je prowadzące bynajmniej nie chcą, by ktoś nieznajomy przychodził na ich strony, komentował czy nawet sugerował jakieś zmiany. O, nie! Wstęp mają tylko krewni i znajomi, którzy bezkrytycznie chwalić będą radosną twórczość autora czy autorki. W ten sposób twórca blogaska chroni się przed krytykami, którzy uosabiają dla niego zło świata. Otoczony wianuszkiem przyjaciół (?) jest bezpieczny.
Na szczęście są i tacy, którzy znają proporcję i wiedzą, że osoby, które naprawdę chcą pomóc, muszą czasem mówić rzeczy, które brzmią gorzko, ale płyną z samego serca. Więcej zrozumienia dla takich osób i świat stanie się lepszym miejscem.
-
dla potwierdzenia własnej wyjątkowości- potrzeba uznania jest tak ważna w życiu człowieka, że Abraham Maslow zdecydował umieścić się ją na drugim miejscu w swej piramidzie potrzeb. Ta potrzeba skłania człowieka do robienia rzeczy wyjątkowych, dobrego wykonywania swoich zadań. Tak opisał to Ray Bradbury w książce Kroniki marsjańskie
[Kapitan statku mówi do Marsjanina] Bardzo ciężko pracowaliśmy, przebyliśmy długą drogę i może mógłby pan uścisnąć nam [kapitanowi i jego podwładnym] dłonie i powiedzieć „Dobra robota!”. Jak pan sądzi?
Kapitan, niestety, nie doczekał się wyrazów uznania- uznano go za szaleńca. Mimo to, we własnym i swoich towarzyszy mniemaniu, był kimś wyjątkowym- i to mu ostatecznie wystarczyło. Może dlatego, że kapitan był wędrowcem i wiedział, jak ważne jest mieć choć jedną duszę, która w odpowiedniej chwili powie „Dobra robota”?
A teraz wyobraźcie sobie, że idziecie przez życie sami. Nie macie komu opowiedzieć o trudach podróży, nie podzielicie się wspomnieniami ze szlaku, nie otrzymacie gratulacji po przejściu szczególnie trudnego odcinka. Czy nie wyda Wam się wtedy, że lepiej było się nie urodzić?
A Wy- gdzie wędrujecie? I z kim?





