Film ten jest (jak na razie) ostatnią ekranizacją powieści Aleksandra Dumasa ojca. Został nakręcony w 2002 roku przez Kevina Reynoldsa; reżyser pracował z Jamesem Caviezelem (Jezus w „Pasji” Gibsona) jako Dantesem i Dagmarą Domińczyk jako Mercedes. Osobom, które czytały książkę, nie radzę oglądać wersji Reynoldsa.
Reżyser nie wahał się skrócić filmu do raptem półtorej godziny ani wyciąć ważnych wątków:
- Dantesa oglądamy tylko jako hrabiego Monte Christo (ani śladu po księdzu Busonim, lordzie Wilmore czy Sindbadzie Żeglarzu)
- Mercedes hrabina de Morcerf rozpoznaje Edmunda niemal od razu
- wrogowie są niszczeni w majestacie prawa (Danglars aresztowany za kradzież złota Monte Christo, de Villefort za zlecenie morderstwa swego ojca)
- Fernand Mondego jest przedstawiony jako rozpustnik, pojedynkowicz, a wreszcie rogacz (jego syn okazuje się być dzieckiem Dantesa!)
- wycięcie wątków Caderousse’a, Walentyny i Maksymiliana, Noirtiera, Hayde
- melodramatyczne pomysły w stylu: Mondego udaje się na wieś, gdzie ukrył pieniądze na czarną godzinę, ale ich nie zastaje; pojawia się Monte Christo i zaczyna się z nim pojedynkować; z prawej strony sceny wyskakuje Albert Mondego i zaczyna pojedynkować się z Dantesem; z tyłu wyskakuje Mercedes i próbuje przerwać pojedynki
- pomysł na zakończenie: Dantes nie odtrąca Mercedes, przygarnia swego syna, jedna się z Bogiem i kupuje Chateau d’If !
A TVP1 puściła to w ramach „Hitu na sobotę”… Jedyne, co ratuje film, to piękne scenerie (zwłaszcza wyspa Monte Christo) i Jacopo (grany przez Luisa Guzmána), który, jak większość postaci drugoplanowanych w dzisiejszych filmach, jest zagrany znakomicie.
Na szczęście oglądałem także wersję z Gerardem Depardieu. Polecam ją właśnie. I, oczywiście, oryginał Dumasa.





