29 kwi 2008, 0:52
Czym są dla mnie książki, opowiedziałem Wam już przy innej okazji. Dziś przytoczę odpowiedź włoskiego filozofa i pisarza, Umberto Eco, której udzielił w formie felietonu- jednego z wielu, składających się na Drugie zapiski na pudełku od zapałek.
Kiedy czyta się artykuły, których autorzy wyrażają troskę o przyszłość ludzkiej inteligencji w sytuacji, gdy powstają urządzenia zdolne zastąpić naszą pamięć, ma się uczucie, że chodzi o refren dobrze znanej piosenki. Jeśli ktoś zna się trochę na rzeczy, rozpozna natychmiast ten cytowany tylekroć ustęp z platońskiego Faidrosa, gdzie faraon pyta z troską boga Totha, wynalazcę pisma, czy to diabelskie udogodnienie nie sprawi, że człowiek straci zdolność pamiętania, więc myślenia.
Taki sam odruch przerażenia musiał mieć człowiek, który jako pierwszy zobaczył koło. Pomyślał pewnie, że zatracimy umiejętność chodzenia. Być może ówcześni ludzie byli lepiej niż my przystosowani do pokonywania maratońskich tras po pustyniach i stepach, ale umierali młodziej, i dzisiaj uznano by ich za niezdolnych do służby wojskowej. Nie twierdzę bynajmniej, że możemy żyć sobie beztrosko i że będziemy mieli piękną i zdrową ludzkość, która przywyknie do pikników na łąkach wokół Czarnobyla; raczej że umiejętność posługiwania się pismem pozwala nam łatwiej dostrzec, kiedy powinniśmy się zatrzymać- a kto nie umie się zatrzymać, jest analfabetą, nawet jeśli ma cztery kółka.
Poczucie niepokoju w związku z nowymi formami zapamiętywania przewija się w historii od dawna. Kiedy pojawiła się książka drukowana na papierze, który robił wrażenie, że nie przetrwa dłużej niż jakieś pięćset albo sześćset lat, na myśl o tym, że ten przedmiot stanie się teraz dostępny dla każdego, jak Biblia Lutra, pierwsi nabywcy wydawali majątek na ręczną iluminację inicjałów, byleby nie stracić poczucia, iż nadal posiadają pergaminowy manuskrypt. Dzisiaj te iluminowane inkunabuły kosztują zawrotne sumy, ale prawda jest taka, że książka drukowana nie musiała być zdobiona miniaturami. Co na tym zyskaliśmy? Co człowiek zyskał na wynalazku pisma, druku, pamięci elektronicznej?
Valentino Bompiani lansował niegdyś dewizę: Człowiek czytający wart jest dwóch. Sentencję wydawcy można rozumieć jako po prostu trafny slogan, ale moim zdaniem oznacza on, że słowo pisane (i w ogóle mowa) przedłuża życie. Odkąd nasz gatunek zaczął wydawać pierwsze znaczące dźwięki, rodziny i plemiona zaczęły potrzebować starców. Być może przedtem byli zbędni i porzucano ich, gdy nie byli już w stanie polować. Ale wraz z pojawieniem się mowy starcy stali się pamięcią gatunku: zasiadali w jaskini wokół ogniska i opowiadali o tym, co się zdarzyło (albo uważano, że się zdarzyło; mamy tu przykład funkcjonowania mitu), zanim młodzi przyszli na świat. Póki nie zaczęto kultywować tej pamięci zbiorowej, człowiek rodził się bez żadnych doświadczeń i umierał, nim zdążył je nabyć. Potem stało się tak, jakby dwudziestolatek miał za sobą pięć tysięcy lat życia. To, co zdarzyło się przed nim, i to, czego nauczyli się starsi, stanowiło teraz cząstkę jego pamięci.
Dzisiaj starcami są książki. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale nasz skarb- w porównaniu z analfabetą (albo alfabetą, który nie bierze książki do ręki)- to fakt, że on przeżywa i przeżyje tylko swoje życie, a my przeżyliśmy ich mnóstwo. Wspominając zabawy dziecięce przypominamy sobie także zabawy Prousta, cierpieliśmy z powodu własnej miłości, ale także z powodu miłości Pyrama i Tysbe, przyswoiliśmy sobie szczyptę mądrości Solona, drżeliśmy z chłodu w wietrzne noce na Świętej Helenie i wraz z bajką zasłyszaną od babci powtarzamy tę opowiedzianą przez Szeherezadę.
Ktoś może odnieść wrażenie, że ledwie przychodzimy na świat, już jesteśmy starcami. Ale bardziej zgrzybiały jest analfabeta (pierwotny lub wtórny), który od dziecka cierpi na arteriosklerozę i nie przypomni sobie (bo nie wie), co stało się podczas id marcowych. Oczywiście możemy zapamiętywać również kłamstwa, ale lektura pomaga odróżnić prawdę od fałszu. Nie znając uchybień popełnianych przez innych, analfabeta nie zna nawet własnych praw.
Książka to ubezpieczenie na życie, maleńka antycypacja nieśmiertelności. Raczej wsteczna (niestety!), niż spoglądająca w przyszłość. Ale nie można mieć wszystkiego, i to od razu.
Umberto Eco, Dlaczego książki przedłużają nam życie (Drugie zapiski na pudełku od zapałek). Przekład Adama Szymanowskiego.







