W wielu filmach jest taka scena, w której pojawia się KOMPUTER. Dzięki umiejętnościom obsługującego go eksperta, może on wszystko. Scena ratowania świata przy użycia komputera zwykle wygląda następująco: skupiony aktor stuka szybko w klawisze, a po ekranie przelatują tajemnicze literki, cyferki i inne dziwne krzaczki. Czasem pojawia się do tego wytłumaczenie pełne poważnie brzmiących sformułowań. Większość widzów po prostu ogląda i czeka co będzie dalej.
Ponieważ Tomasz Topa nie zalicza się do większości widzów, postanowił przyjrzeć się bliżej stosowanym przez bohaterów technikom. Okazało się między innymi, że atomówkę można rozbroić przez zainstalowany na Macu arkusz kalkulacyjny :) Zapraszam do lektury wpisu Filmowe sceny komputerowe #1
Znacie doskonale to uczucie: słyszycie w radiu/telewizji/centrum handlowym/lokalu gastronomicznym/dowolnym innym miejscu jakąś ładną piosenkę i nie jesteście w stanie jej zidentyfikować.
Pół biedy, jeżeli taki utwór ma słowa; zapamiętujesz, ile się da, po czym otwierasz internet i wrzucasz odpowiednią frazę w Google. Pamiętam nawet tytuł pierwszej piosenki, którą w ten sposób zidentyfikowałem: Nine Million Bicycles Katie Melua’y :)
Nie jest też tak źle, kiedy melodia pochodzi z radia; są specjalne serwisy internetowe (np. odSluchane.eu), które informują, co kiedy w jakiej stacji radiowej jest grane. Bywa, że i witryny samych stacji dbają w ten sposób o słuchaczy.
We support the printed word in all its forms: newspapers, magazines, and of course books. We think reading on computers or phones or whatever is fine, but it cannot replace the experience of reading words printed on paper. We pledge to continue reading the printed word in the digital era and beyond.Read the Printed Word.
Pomysł na ten wpis chodził za mną od dłuższego czasu, ale dopiero teraz znalazłem trochę czasu, by go zrealizować.
Oglądając jakiś czas temu Final Fantasy: The Spirits Within, pomyślałem sobie Biedny Nowy Jork. Jak przychodzi co do czego, to zawsze on jest niszczony. Nie ma chyba klęski, której filmowcy nie zesłaliby na Wielkie Jabłko: powodzie, wybuchy wulkanów, meteoryty, kosmici, potwory rozmaitej proweniencji… Ten podgatunek kina wykpiono w filmie animowanym Herkules, gdzie greckie Teby (nazywane Wielką Oliwką) nawiedzają najrozmaitsze antyczne nieszczęścia.
Postanowiłem zatem opisać warte zapamiętania nieszczęścia, jakie spadały (spadną?) na najludniejsze miasto USA. Filmy opisuję w kolejności chronologicznej.
Jak już wczoraj wspomniałem, przyszła do mnie płytka z francuską muzyką klasyczną w wykonaniu Kamy Grott, Krzysztofa Staniendy i Artura Kasperka. Oczywiście wszystkie utwory są już przerobione na empetrójki, a sama płytka wyląduje na półce z trofeami :)
Szukając wcześniej informacji o wykonawcach, trafiłem na poniższe wideo. Jeśli się nie mylę (a wnioskuję na podstawie zapisu nutowego, przewijającego się w tle filmiku), wykonywane jest Trio na obój, fagot i fortepian Francisa Poulenca.
Wiosną 1913 roku grupa angielskich artystów spędzała wakacje na Majorce. Jednym z nich był Gustav Holst – kompozytor, który znajdował się w tak złej sytuacji materialnej, że mógł wybrać się na tę wyspę tylko dzięki podarunkowi nieznanego mu dobroczyńcy. Drugim był Clifford Bax – dramaturg, poeta… i astrolog. Ci dwaj panowie stali się przyjaciółmi – do tego stopnia, że sam Holst zainteresował się nauką o gwiazdach i zaczął stawiać swoim znajomym horoskopy. Wpadł także wówczas na pomysł skomponowania dzieła, które zapewniło mu wielką sławę – 7-częściowej suity Planety.
Et resurrexit tertia die
secundum scripturas.
Et ascendit in coelum,
sedet ad dexteram Patris
Et iterum venturus est cum gloria,
judicare vivos et mortuos.
Tytuł niniejszego wpisu pochodzi z języka francuskiego; oznacza on przenośną biblioteczkę podróżną – używany od XVI wieku sprzęt, będący drewnianą skrzyneczką, kryjącą miniaturowe edycje książek.
Najsłynniejszy użytkownikiem tego gadżetu (tak pewnie byśmy go dziś określili) był Napoleon Bonaparte; jego biblioteczka była wielkości jednego tomu in folio i mieściła 40 miniksiążek – klasykę ówczesnej literatury francuskiej.
16 marca dowiedziałem się z Blipa, że Allegro organizuje konkurs, w którym wystarczy odpowiednio wcześnie wyrazić chęć otrzymania biletów na przedpremierowy pokaz filmu The Box. Pułapka, by je zdobyć. Rozgrywka była zbyt prosta, by nie wziąć w niej udziału :) Bilety (podwójne zaproszenia) oczywiście wygrałem; zaprosiłem koleżankę z akademika i razem udaliśmy się 18 marca do Kina Luna.
Klimowski Adam Aleksander (ur. 12.09.1988) - absolwent III LO w Brodnicy, student prawa na Uniwersytecie Warszawskim, wordpressowiec i community manager Blipa. Kontakt →
Blog poświęcony jest moim zainteresowaniom, spośród których na plan pierwszy wybija się WordPress (szablony, pluginy i niestandardowe metody jego wykorzystania) oraz muzyka klasyczna w kulturze popularnej. Więcej →