Tytuł, choć odpowiada treści wpisu, miał przede wszystkim przyciągnąć uwagę :)
Chciałbym dzisiaj napisać o iluzjach optycznych, które mogą nam nie tylko zrobić z mózgu sieczkę, ale i poprawić humor. W jaki sposób? Przekonując nas, że nosimy pod czaszką znacznie potężniejszy organ, niż się nam na co dzień wydaje.
Najpierw obrazek, który zapoczątkował modę na tego typu złudzenia.
We support the printed word in all its forms: newspapers, magazines, and of course books. We think reading on computers or phones or whatever is fine, but it cannot replace the experience of reading words printed on paper. We pledge to continue reading the printed word in the digital era and beyond.Read the Printed Word.
Wiosną 1913 roku grupa angielskich artystów spędzała wakacje na Majorce. Jednym z nich był Gustav Holst – kompozytor, który znajdował się w tak złej sytuacji materialnej, że mógł wybrać się na tę wyspę tylko dzięki podarunkowi nieznanego mu dobroczyńcy. Drugim był Clifford Bax – dramaturg, poeta… i astrolog. Ci dwaj panowie stali się przyjaciółmi – do tego stopnia, że sam Holst zainteresował się nauką o gwiazdach i zaczął stawiać swoim znajomym horoskopy. Wpadł także wówczas na pomysł skomponowania dzieła, które zapewniło mu wielką sławę – 7-częściowej suity Planety.
Byłem wczoraj na debacie Dlaczego głupiejemy?, zorganizowanej przez Uniwersytet Otwarty. Muszę przyznać, że zaczęła się w miarę punktualnie, ale nie przebaczę organizatorom tego, że kilkuset osobom, które czekały na przybycie prelegentów, serwowały na okrągło głośną reklamówkę UO.
Do udziału w spotkaniu zaproszono ciekawych ludzi: Kazimierza Kutza, Krzysztofa Maternę, prof. Andrzeja Kajetana Wróblewskiego i Tomasza Lisa. Formuła zakładała, że każdy z gości będzie krótko odpowiadać na pytania, zadawane przez prowadzących debatę. Najbardziej w pamięci utkwiło mi tytułowe spostrzeżenie Tomasza Lisa i opowiedziana przez Krzysztofa Maternę anegdota.
W 1853 roku 19-letni wówczas Johannes Brahms wybrał się wraz z węgierskim skrzypkiem Eduardem Remenyi w to, co dziś zwiemy trasą koncertową. Wspólnie podróżowali po Niemczech, gdzie przyszły kompozytor miał okazję poznać ówczesnych muzycznych luminarzy (m.in. Franza Liszta). To właśnie wtedy Brahms zainteresował się węgierską muzyką ludową; odnajdujemy te motywy w wielu jego utworach – przede wszystkim w Tańcach węgierskich.
Chronologicznie jest to oczywiście koniec pierwszy, bo 451 stopni Fahrenheita to utwór z 1953, a Kroniki marsjańskie – z 1950. Ponieważ tu na blogu jestem u siebie, mam nadzieję, że wybaczycie mi te małe nagięcie czasoprzestrzeni ;)
W tej książce palenie książek nie jest głównym tematem: to tylko jeden z wielu epizodów alternatywnej rzeczywistości, w której rozwinięta cywilizacja Marsa, mimo wyrafinowanych prób oporu (polecam Kwiecień 2000. Trzecia Wyprawa), ulega najazdowi Ziemian. Motywacje nowych konkwistadorów są rozmaite, wśród przybyszów przeważają jednak ci, którzy chcieli uciec przed nieakceptowanym przez siebie ziemskim porządkiem. Jednym z nich jest pan Stendahl, miłośnik literatury, który buduje na Czerwonej Planecie replikę Domu Usherów… Podkreślenia i komentarze w nawiasach kwadratowych pochodzą ode mnie.
Z Bożym Narodzeniem najlepiej kojarzy nam się Opowieść wigilijna Dickensa. Z jakąż lubością po raz kolejny czytamy o tym, jak cztery duchy z okazji Wigilii przywróciły światu Ebenezera Scrooge’a. Z jakimż politowaniem kiwamy głową nad słowami starego skąpca (Wesołych świąt!… Do licha z wesołymi świętami! Znać ich nie chcę!). Od 20 listopada możemy także czynić to w kinie, oglądając adaptację opowiadania w reżyserii Roberta Zemeckisa. Ale nie o tym chciałem Wam opowiedzieć w ostatnią niedzielę adwentu.
Zdaję sobie sprawę, że filmik, jaki Wam dziś zaprezentuję, trochę nie pasuje do tego, co widzimy za oknem, ale podoba mi się tak bardzo, że postanowiłem nie czekać do grudnia :) W dzisiejszym odcinku: Snowbody loves me Chucka Jonesa i spora dawka Chopina.
3 lata temu opublikowałem pierwszy wpis na moim nowym blogu, istniejącym wówczas w domenie adamklimowski.tox.pl. Nie przypuszczałem wtedy, że zajdę tak daleko – własny serwer, domena, skromny dochód z reklam :) Mój sukces jest także Waszym sukcesem, drodzy Czytelnicy i Goście – to Wy sprawiacie, że ciągle chce mi się pisać o tym, co uważam za warte wspomnienia i co może odpowiadać Waszym gustom. Dziękuję!
Kartkując niedawno książkę Cyrila Northcote’a ParkinsonaPrawo Parkinsona albo w pogoni za postępem zwróciłem uwagę na rozdział PLANY I BUDOWLE albo gmach administracyjny. Autor udowadnia w nim, że upadek rozmaitych instytucji niemal zawsze łączy się ze staraniem o udoskonalanie ich siedzib. Od razu przypomniałem sobie o nowej centrali ZUS-u i nowej siedzibie TVP…
Klimowski Adam Aleksander (ur. 12.09.1988) - absolwent III LO w Brodnicy, student prawa na Uniwersytecie Warszawskim, wordpressowiec i community manager Blipa. Kontakt →
Blog poświęcony jest moim zainteresowaniom, spośród których na plan pierwszy wybija się WordPress (szablony, pluginy i niestandardowe metody jego wykorzystania) oraz muzyka klasyczna w kulturze popularnej. Więcej →